Każdy ma swoje bajki. I swoje wojny. I każdy wie najlepiej, czy te jego skończyły się dobrze. Choć mówią, że bajki zawsze kończą się dobrze. Choć powiedzieli, że tę wojnę wygraliśmy.

Ale czy ona była nasza? A jeśli nie to jakie „my”? Kto zdecydował, że i ja wygrałem? I na jakiej podstawie?

Nigdy nie ukrywałem, że moja wojna, zaczęta wówczas gdy miałem nieszczęście urodzić się w PRL-u, skończy się wtedy, gdy nie będę zmuszony oglądać w życiu publicznym poczwar, które publicznymi stały się również wtedy. Szczególnie tych, które przyszło mi poznać, lepiej lub gorzej pod skrzydłami Wrońca…

Książka Jacka Dukaja „Wroniec” to taka moja nieskończona wojna i moja bajka która kończy się… Przeczytajcie i sami sobie odpowiedzcie jak.

Książka Jacka Dukaja to opowieść o czasie Wrońca.

Czasie konkretnym i zamieszkałym przez wyrysowane wyraźna kreską postaci. Nie powiem „barwne” bo w większości, a nawet w przeważającej masie takimi nie są. O to dba właśnie owa Maszyna- Szarzyna przywołana przeze mnie w tytule. Dba bo szara masa jest posłuszna. Zresztą temu samemu służą i inne urządzenia. Ot choćby diabelskie kotły płonące na ulicach. „W kręgu wokół kotła zebrali się Wojacy- Wroniacy z kanciastymi karabinami na plecach. Po kolei nachylali się nad kotłem i wdychali ciemne wyziewy. A kto wziął wdech mocny, ten robił się zaraz bardziej żołnierski, karabinowaty i wrońcowaty”. Jeśli na kogoś nie starczyła Maszyna ani kocioł czarci to był jeszcze ZŁOMOT (druga i ostatnia literka nieczytelna) zbrojny w sześć pał, który to, co stawiało opór, z miejsca złomował.

Był jeszcze GAZ, który, gdy się pojawiał, pożerał, wżerał się w człowieka i „rozpuszczał go razem z ubraniem”.

Po urzędach siedziały Członki, wielkie cielska będące jednym cielskiem wciskającym się przez dziury w stropach i przemieszczającym się podziemnymi korytarzami. A gdy Członki znikały to znaczyło, że podązyły na Plenum by się plenić.

Miał Wroniec na usługach i inne maszkary. Milipantów- Turbulantów, Bubeków, podwójnych, Puchaczy- Słuchaczy siedzących na drutach i podsłuchujących rozmowy telefoniczne. Miał kruki, wrony, i miał czarne pióra zatrute, po wbiciu których ludzie tracili pamięć, miłość…

Miał Wroniec przeciwko sobie garstkę Opornych, Oporniejszych i Najpoprniejszych Pozycjonistów. Ale mało ich było. W dodatku niektórzy też mówili podwójnie. I wyglądało na to, że oni i Członki, gdy nikt nie widział, potrafili chadzać tymi samymi drogami.

Miał Wroniec przeciwko sobie małego Adasia. Ale co z tego…

Książka Jacka Dukaja „Wroniec” to opowieść magiczna ale czarująca magia zatrutą. Baśń, jakiej nie chcielibyście nikomu opowiadać. A już na pewno nie chcieli byście jej przeżyć.

Choć to wytwór genialnej wyobraźni. Opowieść, jaką chciałoby się wymyślić samemu. Ba! To opowieść, która wielu nosi w sobie tylko nikt z nas nie jest Dukajem. „Wroniec” ma w sobie siłę dziecięcej uczciwości nieskażonej żadnymi „jednakowoż”, „z drugiej strony” ani podobnymi słowami- kluczami wymyślonymi dla tchórzy i fałszerzy. Ma w sobie też równie genialną jak dukajowa fabuła kreskę Jakuba Jabłońskiego.

To książka, która dla mnie jest wstrząsem porównywalnym z tym jedynie gdy przeczytałem „Robota” Wisniewskiego- Snerga. Takich książek po prostu nie ma. A jak się zdarzą to jako szczęśliwy traf rzadszy niż trzy szóstki w Lotto pod rząd.

Nie wydano w tym roku lepszej książki. Nikt nie napisał ani nie napisze lepszej książki o czasie Wrońca.

Ale nikt nie da Dukajowi „Nike”. Nikt nawet nie przyzna mu racji. Przeczytajcie „Wrońca” wnikliwie do ostatniego słowa a pojmiecie czemu.

„Tajniaka nie zobaczysz, Tajniaka nie usłyszysz. Jest, ale jakby go nie było. Istnieje, ale tajnie. Rozumiesz chłopcze? Nie możesz powiedzieć: „tu jest tajniak”, i nie możesz powiedzieć: „tu nie ma Tajniaka”. Cień na ścianie, kamyk potrącony, odbite echo- to może być tylko cień, kamyk, echo. Ale może- Tajniak!

Adaś zamyślił się głęboko.

- To jak on je, proszę pana? Jak on mówi?

- Tajnie!- szepnął pan Oporniejszy.- Zapominasz kanapkę, gubisz jabłko- może kot je porwał, a może nie. To właśnie zjadł Tajniak…”

 

Jacek Dukaj „Wroniec”, ilustrował Jakub Jabłoński, Wydawnictwo Literackie 2009

PS. Wytłuszczone słowa z książki. Ilustracje Jakuba Jabłońskiego „zdjęte” komórką. Przepraszam za jakość a autorów proszę o wybaczenie.