Przez pomyłkę początkowo w tytule nazwisko napisało mi się małą literą i dopiero Word zrobił z ortografią porządek. I teraz mam mu to za złe bo strasznie się myli w tym konkretnym przypadku. Nie chodzi wcale o to, że przesądzam jakąś generalną winę człowieka z nawiasu i z tego powodu odmawiam mu prawa do tej przynależnej wszystkim z mocy kurtuazji zasady pisowni. Odnoszę się do świeżego deliktu, w którym dowód ujawnił on osobiście.
Ale zanim uściślę rzecz do końca, taka anegdotka z dawnych czasów, opowiedziana mi przez tatę. Było to w czasach PRL-u, gdy o byle g*** było trudno i przez to byle g*** miało wartość złota. Wielu tych, którym coś z tego równowartego złotu g*** poruczono, było więc narażonych na liczne pokusy a wielu z tych wielu źle kończyło, gdy tym pokusom uległo. W pewnym GeEsie w gminnej miejscowości, pod którą ojciec z wsią i szkołą, w której pracował, przynależał, zrobiono kontrolę a ta wykazała, że zawiadujący zasobami pokusom nie dał rady. I skończyło się, że padł na zawał jeszcze w dniu, w którym wyniki lustracji jego folwarku mu przekazano.
Wszyscy wiedzieli, że był z niego chłop dobry, i jeśli coś miał na sumieniu, to to przede wszystkim, że nie umiał spiąć swych podwładnych, którzy folgowali sobie na powierzonym majątku ile wlezie.
Już po pogrzebie ojciec spotkała jednego z takich właśnie podwładnych, w dodatku wyniesionego właśnie na miejsce zmarłego. Ten od razu do ojca, bo się znali, z jakąś propozycją intratną uderzył. Ojciec, zniesmaczony, zapytał czy ten się nie boi skoro kontrola, skoro nieprawidłowości, skoro ta śmierć… I wtedy tamten mu wyjaśnił, że nie ma już wyników kontroli, nie ma nieprawidłowości. A gdy ojciec zdumiony zapytał jak to tak, wyszło, że wszystko zakopano z tamtym w mogile. I jeszcze usłyszał tę tytułową frazę, wypowiedzianą przez cwaniaka.
Przypomniałem to sobie, gdy przeczytałem tę wypowiedź:„Opinia biegłych w sprawie przygotowania przez BOR wizyt premiera i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku w kwietniu 2010 r. jest krzywdząca dla formacji i funkcjonariuszy, którzy zginęli w katastrofie Tu-154 M –(podkreślenie moje) powiedział szef BOR gen. Marian Janicki.”*
Przypomniała mi się bo wypływa dokładnie z tej samej filozofii, wedle której starczy się cwaniakowi schować za trupa by nikt go nie ruszał. Raz, że w naszej kulturze przyjęło się o zmarłych nie mawiać źle ponad miarę i potrzebę. I przez to nie wnikać kto tam się za niego skrył. Dwa, że mamy zakodowaną obawę przed tykaniem zmarłych bojąc się… nie mam pojęcia czego się bojąc. Ale mamy.
Zatem metoda jest skuteczna. O ile sjest się wyjątkową gnidą i oczywistym substytutem istoty ludzkiej, z amputowaną przyzwoitością, wrażliwością i wszystkim, co pozwala na człowieka patrzeć pozytywnie.
Trudno mi się powstrzymać przed pytaniem, kto takie gnidy czyni generałami. I przed tym, kto takim typom pozwala na taką niegodziwość jaką bez wątpienia jest odbijanie od siebie zarzutów za pomocą ciał tragicznie zmarłych oficerów. O których ten bezczelny typ wie a przynajmniej wiedzieć bez wątpienia powinien choć tyle, na czym polegała ich rola w całej tej tragedii. Wie doskonale, no chyba, że nam na czele tak istotnej instytucji ustawiono oczywistego niedocofa o intelekcie paprotki, czego i kogo dotyczą zarzuty. Wie o tym, że przede wszystkim jego. Wie i o tym, że w najmniejszym stopniu tych, którzy byli wtedy na pokładzie samolotu.
I jest ostatnim, który w takiej sytuacji ma prawo wskazywać palcem tych, którzy akurat na posterunku byli do samego końca.
Nie spuentuję tego żadnym nawoływaniem czy odwoływaniem się do honoru tego „oficera” ani wskazywaniem, co prawdziwy oficer musiałby w takiej sytuacji zrobić. Nie będę przecież z siebie robił idioty. A do tego sprowadzałoby się przecież płomienne zestawienie w emocjonalnym adresie słów „honor” i „Janicki”.
Ja tylko znów zapytam. Najgłośniej jak umiem: Kto z takich gnid robi oficerów?! Kto im daje generalskie gwiazdki?!!!!





Drugą prezydent Komorowski za wzorowe wykonanie "zadania" w akcji Smoleńsk, niestety!