W kwestii zadanej przez szanownego naszego Gospodarza odpowiem na wstępie anegdotą.

Oto na jakimś tam raucie jakiejś grupy zawodowej, bodaj palestry, w przedwojennej Warszawie, pewien młody prawnik odważył się zagadnąć swój niedościgły ideał, starego profesora, z którym jakiś tam kurs na uniwersytecie przetrwał. Rozmowa się skleiła i trwała w najlepsze, gdy stary mistrz, ni z tego ni z owego zagadnął swego młodego kolegę.

- Ach… Jak ja bym się chętnie z panem zamienił…

Młody mało na miejscu z dumy nie pękł zastanawiając się któraż z jego zalet przesądziła w stopniu największym.

… ale od pasa w dół – dokończył nestor palestry.

Kpem jest ten, kto zechce się w tym miejscu śmiać z młodzianka!

 

Ktoś pewnie powie, że to całkiem bez związku ze sprawą potencjału czy tam jego braku w zasobach pana Ziobry. I tu się myli. Bo bez słuchania audycji z nim w głównej roli (a nie słuchałem bo w głównej roli pan Zbigniew absolutnie mi nie leży, raczej stoi. W gardle ością…) odpowiadam na zadane pytanie pana Igora. Ma! I to po trzykroć! Ma, ma, ma!!!

Tu chciałem dodać, że „ale od pasa…” ale notkę na śmierć z miejsca bym skazał. A ona wcale nie ma być obrazą (nawet gdybym dodał…) ale jak najbardziej poważną analizą.

Trudno dziś nie przyznać, że to umowne „od pasa w dół” czyli młodość i witalność jest głowiną cechą, która na naszej scenie politycznej odróżnia ludzi Ziobry i pajacenta od reszty „sił politycznych”. Młodość w sensie wieku partyjnej czołówki jest w obu wskazanych przypadkach determinantą ich przyszłego miejsca na naszej scenie politycznej. Miejsca, które oba ugrupowania, w odróżnieniu od pozostałych, mogą sobie spokojnie i cierpliwie mościć. Co ciekawe nominalna konkurencja  jest w tym procesie mimowolnym ale jakże pracowitym sojusznikiem i pana Zbigniewa i pajacąt. Modelowym przykładem jest oczywiście PiS, w którym śladu jakiegokolwiek znaczącego nie ma dziś choćby po obiecującej ekipie „Aniołków” z ostatnich wyborów a za „młodzieżówkę” jednoosobowo „robi” poseł Hofman. I jedynymi, którzy mogą go wspomóc zdają się być panowie Girzyński i … i zapomniałem drugiego nazwiska. A dalej to już tylko Lipiński z Brudzińskim, którzy najpewniej wymrą (politycznie oczywiście…) zanim jeszcze pan Zbigniew zaprzestanie ostatecznie młodzieńczego „wyszumienia” i się ustatkuje. To żart ale gorzki.

Wbrew pozorom, ukrytym za pięknymi oczami Joanny Muchy w PO sytuacja nie jest lepsza. Właściwie te oczy wspomniane to, jak się okazuje, istne przekleństwo „młodej Platformy”, wykorzystanej i bezlitośnie rzuconej „na sztos” przez pana Tuska. W myśl kultywowanej dotąd na innych polach zasady „po nas choćby potop”, teraz przeniesionej na tak zwane „własne śmieci”. Tym, którzy liczyli na JAKIEKOLWIEK odmłodzenie naszych elit politycznych to harakiri, popełniane właśnie zbiorowo w skali niemal okinawskiej, przez „młodą krew” i „wielkie nadzieje” PO musi wywoływać niepohamowane strumienie łez. Nie wiem, czy w deszczu tych łez jakikolwiek jeszcze „młody” z PO zechce dla siebie czegoś więcej niż roli potakiwacza pana Tuska. I tak do końca. PO albo… do końca PO.

To zaś, co dzieje się w PO nie może się oczywiście równać ze „zmianą pokoleniową”, która zaszła w SLD. Bo ta „zmiana” budzi po prostu śmiech. Się pokolenia zamieniły. He he he he he he... I tyle.

PSL… Od czasu, gdy Prezes Pawlak nie może już uchodzić za „polityka młodego pokolenia” ( nie może? W PLS?) nie wiem, czy ktokolwiek w kraju jest w stanie wymienić jakiegokolwiek „polityka młodego pokolenia” z tego stronnictwa.

I na tym kończę wyliczankę przyczyn wielkiego potencjału Zbigniewa Ziobry. I myślę, że wystarczająco wykazałem, że ma pan Zbigniew bez wątpienia potencjał. I to niemały. A nawet wręcz przeciwnie!

Czy ten potencjał jakoś, a może nawet z korzyścią dla siebie, albo i ku pożytkowi powszechnemu wykorzysta? A to już drugie pytanie. Jak je pan Igor szanowny zada to się zastanowię i ustosunkuję.