Blog
W hołdzie mistrzom ciętej riposty
rosemann
289 obserwujących 726 notek 4785570 odsłon
rosemann, 2 lipca 2017 r.

Kowbojki i kowboje w Babich Dołach (Dzień czwarty)

1156 12 0 A A A

Natura nie zna litości i tych, którym piątek w Babich Dołach wydał się koszmarem postanowiła przekonać, jak mało wiedzą czym jest pogodowy koszmar. I nagle znów Babie Doły stały się tymi Babimi Dołami, których nikt jeszcze nie miał odwagi nazywać Gdynią-Kosakowem-Lotniskiem. Był nieustanny deszcz, padający islandzkim zwyczajem zewsząd. No może nie do końca bo z dołu nie padał. Ale za to w dole było błoto, które popamięta niejeden trampek czy niubalans. O ile przeżyły.

To był dzień kowbojek i kowbojów. I będzie bardziej o nich niż o muzyce.

Dzień zaczął go jakiś tam Krzysztof Zalewski ale on kowbojem nie był więc go pomińmy.

Pierwsze, co usłyszałem tego dnia to „Misirlou”, od którego zaczyna się ścieżka dźwiękowa Pulp Fiction Tarantino. Na scenie alternatywnej The Shelters z Dzikiego Zachodu zaczęli w ten sposób i już do końca katowali tak a nawet mocniej swoje gitary. Jakby to były pacemakery czy inne winchestery. Prawie nie zwalniali. To był najmocniejszy początek z tych czterech dni.


Wielką siłą woli się od nich oderwałem by pójść na Julie Pietruchę. Była rok temu ale wtedy mi się nie udało od czegoś oderwać.

I to był grzech. Że się wtedy nie oderwałem.

W poprzedniej notce wychwalałem Brodkę szczerze sądząc, że tu, na tym naszym Dzikim Zachodzie nikt tak jak ona nie da rady się wzbić. Okazało się, że dał. I to z taka łatwością, że Brodka szczerze powinna Julii życzyć wszystkiego najgorszego. Pietrucha swój pierwszy w życiu koncert zagrała faktycznie rok temu na Openerze. I tu musi urodzić się oczywiste pytanie kto w takim razie stoi za projektem „Julia Pietrucha”. Zabluźnię i zasugeruję, że sam Bóg. Bo nikt inny nie byłby w stanie. Julia ma głos, który jest darem, którego nie ma ani Przybysz, ani Brodka ani żadna inna z naszych mistrzyń. Ma pomysł na siebie i umiejętność, by ten pomysł zrealizować po mistrzowsku. Ja na samym początku kręciłem nosem pytając siebie jaki sens ma w Polsce dziewczyna śpiewająca jakby urodziła się w Kansas i w życiu nie wychyliła nosa dalej niż do Newady, Teksasu czy najwyżej do Luizjany. Ale sam sobie odpowiedziałem że bardzo gdzieś mam jakiś tam „sens”. Jeśli teraz sięgniecie do jutuba by poszukać Julii to powiem „szukajcie ale i tak nie znajdziecie”. Bo to, co zobaczycie to ledwie jedna dziesiąta tego, co ona robiła na scenie. Dlatego nic nie wkleiłem.

Kolega mnie ściągnął na Georga Ezrę. I to kolejne objawienie. Chłopak ma niesamowity głos Deana Martina przechodzący czasem w Presleya a do tego niesamowitą łatwość śpiewu. Prawie nie otwierając ust jest w stanie zrobić to, co inni dają radę dopiero jak się wpół zegną i kolanem docisną sobie przeponę. Do tego muzyka ciepła i zwiewna jak piasek Kolorado. Chłopak popełnił jeden błąd. Marketingowy a nie muzyczny. Przyznał, że jego dziewczyna gra z nim. I złamał w tym momencie tysiące serc.

A tu go macie w pełnej krasie. W dodatku z Gandalfem.



O.S.T.R. zaczął od opowieści o odzyskaniu życia. Mocnej ale od pewnego momentu nieco przegadanej i tandetnej. Potem był w starej dobrej formie. Może mnie nie porwał ale na szacunek zasłużył.

Po nim był Taco Hemingway i to był najważniejszy koncert. Nie tylko tego dnia ale całego festiwalu. Nie ze względów muzycznych. Muzycznie Taco postawił na zbytnią surowość chowając bardziej z tyłu muzykę i eksponując rap. Raper z niego świetny (o czym też jeszcze będzie) ale jednak żal trochę. Pamiętam go sprzed dwóch lat i wtedy było znacznie lepiej.

Potem jeszcze widziałem Niemoc, o której mogę powiedzieć tyle, że nic nie mogę powiedzieć, że muzycznie było to gdzieś w okolicach Lush i innych brytyjskich zespołów tamtego nurtu a jak śpiewali? Dwa razy podchodziłem i nie śpiewali…

Widziałem też The XX. Godna polecenia gitarowa muzyka na chłopaka i dziewczynę. Nie wklejam bo na jutubie nie są gitarowi tylko do kitu. Ale tak bywa…

Dua Lipa słyszałem ale odwrócony plecami i nieco zajęty.  Jest bardzo dobra. To znów nie moja muzyka, którą przez jej jakość polecam.



A Lorde dla odmiany jest przereklamowana.

I teraz wracamy do Taco i najważniejszego koncertu. Najważniejsze było jednak to, co działo się poza muzyką.

Umawiałem się jakoś z Bogna i Igorem ale wyglądało na to, że nieskutecznie. Nawet przygotowałem sobie na potrzeby notki taki dowcip, że usilnie wypatrywałem w tłumie garnituru ale bez powodzenia. Później Igor próbował mi wmówić, że on w życiu nie miał na sobie garnituru dowodząc tym, że jest prawdziwym kowbojem. Takim co z przygryzioną zębami zapałką mówi „Bierzesz mnie chyba człowieku za kogoś innego”. Zdradziłem nieco co było dalej ale powiem jak było. Widząc tłum idący na Taco  powiedziałem sobie „stanę tu i będą musieli iść”. No i stałem „tu” a oni szli. Bogna ma w oczach iskry, dla jakich na Dzikim Zachodzie potrafili strzelać w plecy. „Ależ to piękna kobieta jest” pomyślałem. I to też taka tradycja z Babich Dołów bo niejeden raz (choć po prawdzie też nie za często jednak…) miałem okazje w różnych okolicznościach tak pomyśleć. Oczywiście głośno tego nie powiedziałem naprędce ratując się mniej ryzykownym komplementem. Bo to taki żart natury jest okrutny, że gdybym to powiedział, Igor, zgadzając się ze mną w 100 a może i w 800% musiałby mi wlać. Nie mógłby inaczej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dzięki za lekturę. Ja dziwię się, że ktokolwiek czyta. Prawdę mówiąc pisałem dla jednego...
  • Ja jak Max Kolonko. Mówię jak jest. W kolejce do Decathlonu przeszliście kolejna próbę i...
  • Aparatura... Daje się z nią żyć. I to w całkowitej zgodzie. A czasem przyjaźni :)...

Tagi

Tematy w dziale Kultura